|
|
|
|
|
| |
Ciąg dalszy>>
Nie byłoby w tym nic niepokojącego, gdyby nie nagła aktywność inicjatyw ustawodawczych. A stare polskie przysłowie mówi, że co nagle, to po diable. Problem nie jest tak jednoznaczny, jak można by go oceniać w afekcie, słusznego skądinąd, oburzenia, wywołanego nie tylko pedofilską, ale i kazirodczą miłością zwyrodniałego tatusia. Nie jest moją rolą fachowe, oparte na gruntownej wiedzy z dziedziny seksuologii, komentowanie tego problemu. Interesują mnie natomiast konsekwencje, jakie mogą z takiej narodowej kampanii antypedofilskiej wyniknąć dla praktyki wychowawczej w przedszkolach, szkołach, a zwłaszcza w placówkach opiekuńczo-wychowawczych.
Właśnie przypomniałem sobie przebieg rozmowy kwalifikacyjnej, jaką odbyłem przed trzydziestu kilku laty, gdy ubiegałem się o zatrudnienie na stanowisko wychowawcy w domu dziecka. Miałem wtedy 28 lat, nie byłem przez nikogo polecony, po prostu - facet z ulicy. Kierująca placówką kobieta po wysłuchaniu mojej "mowy aplikacyjnej" przyjrzała mi się wnikliwie, a następnie zapytała: "Proszę pana., a kocha pan dzieci?" Wówczas nie byłem jeszcze ojcem, więc odpowiedź moja mogła odwoływać się jedynie do moich doświadczeń z prowadzenia drużyny zuchów. Oświadczyłem bez cienia wątpliwości, że tak. I zostałem zatrudniony. Czy dziś taka rozmowa byłaby możliwa? I czy też tak by się zakończyła?
Do tego właśnie sprowadzają się moje obawy co do skutków wywołania w społeczeństwie swego rodzaju psychozy lęku przed zachowaniami pedofilskimi. Bo jest oczywistą koniecznością stworzenie systemu rejestracji wszystkich osobników, płci obojga (jak podają statystyki - mężczyźni stanowią 90 proc. zdiagnozowanych przypadków pedofilii; 10 proc. to kobiety), którzy dopuścili się zabronionych prawem czynów o charakterze pedofilskim. I dla nich droga do zawodu powinna być zamknięta. Ale nie wolno dopuścić do takiej sytuacji, w której nauczyciel czy wychowawca będzie bał się uścisnąć, przytulić, a nawet ucałować wychowanka.
Cała wiedza zgromadzona przez psychologię rozwojową przekonuje o wielkiej potrzebie werbalnych, ale i niewerbalnych komunikatów o pozytywnych emocjach, jakie dla prawidłowego rozwoju sfery uczuciowej wymaga dziecko. Wiedział o tym symbol pedagogiki serca - Janusz Korczak, a popularny wśród przedwojennych warszawskich uliczników "Dziadek" - Kazimierz Lisiecki nie wahał się włączyć do funkcjonującego w ogniskach wychowawczych systemu nagród - całusa od "Dziadka". Dlatego apeluję: zapobiegając przypadkom faktycznie patologicznych zachowań pedofilskich nie wylejmy przysłowiowego dziecka z kąpielą. Nie pozbawiajmy naszych uczniów i podopiecznych dowodów naszej emocjonalnej akceptacji. Opiekuńczej miłości...
WŁODZISŁAW KUZITOWICZ
| |
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
| |
|
|
|
|
| |
|
|
|
|