|
|
|
|
|
| |
Ciąg dalszy>>
Panią minister Katarzynę Hall i wszystkich uczestników serdecznie przywitała Jolanta Lipszyc, dyrektor stołecznego Biura Edukacji, współorganizatorka tego spotkania.
Włodzimierz Paszyński, były kurator oświaty, były wiceminister edukacji, obecny wiceprezydent Warszawy, a tradycyjnie moderator Forum, przypomniał zasady dyskusji. Każdy mówi tu we własnym imieniu, reprezentuje tylko siebie. Cytując Aleksandra Kamińskiego, mamy prawo "różnić się pięknie". Zapowiedział, że temat będzie gorący, bo wprowadzenie sześciolatków do szkoły, to również nowy pomysł na politykę edukacyjna kraju.
- We wrześniu roku szkolnego 2009/2010 sześciolatki pójdą do szkół razem z siedmiolatkami, chcemy zapewnić im prawo do nauki w szkole, pozostawiając rodzicom możliwość wyboru - rozpoczęła pani minister. W Polsce zaledwie 58 proc. dzieci objętych jest edukacją przedszkolną, to daleko średniej europejskiej, na wsi tylko 34 proc. 539 gmin nie ma żadnego, przedszkola. Usłyszeliśmy, że sześciolatki zostaną objęte subwencją, więc samorządy będą miały więcej pieniędzy na edukację przedszkolną dzieci młodszych. Co przemawia za obniżeniem wieku szkolnego?. To, że wcześnie kształtuje się potencjał intelektualny dziecka i wtedy najłatwiej wyrównywać jego szanse. Dlaczego tak szybko wprowadza się tę zmianę? Bo to będzie najmniej liczny rocznik, a w związku z tym i koszty najniższe. Zmieniona podstawa programowa zostanie dostosowana do wieku najmłodszych uczniów i ułatwi płynne przejście sześciolatków z przedszkola do szkoły. Poczucie bezpieczeństwa zapewni objęcie pierwszej klasy przedszkolnym standardem opieki. Wcześniej dzieci przejdą badania dojrzałości szkolnej. Dobra, uważna diagnoza małego dziecka wpisana zostanie w system.
O wyjaśnienie niuansów pedagogicznych pani minister poprosiła profesor Edytę Gruszczyk Kolczyńską z Akademii Pedagogiki Specjalnej, która kieruje zespołem przygotowującym reformę. Pani profesor, znana w Warszawie, m.in. jako autorka innowacyjnego programu rozwijania matematycznych uzdolnień dzieci w wieku przedszkolnym, zauważyła na wstępie, że wszyscy fascynują się metryką dzieci rozpoczynających szkołę. Nie wiedzą jednak, że różnice w dojrzałości szkolnej mogą sięgać nawet 4 lat. Szkoła pracuje nadal jak za czasów Komeńskiego, w systemie klasowo-lekcyjnym. Na zasadzie wszyscy razem, w tym samym tempie, w ten sam sposób. Na początku dzieci dojrzałe mają więc łatwo i nie muszą się przykładać do nauki. Dla dzieci, które nie osiągnęły dojrzałości wszystko jest za trudne. Dlatego tworzony program, uwzględniając indywidualne różnice w rozwoju, skupi się na określeniu wymagań końcowych po klasie III. Na tym etapie zakres treści nauczania zostanie ograniczony do tego, co niezbędne. "Bo uczyć dużo nie znaczy dobrze". Jedna piąta czasu zostanie przeznaczona na to, aby dzieci mogły bawić się "w co chcą i jak chcą". Dzieci będą też przebywać dłużej na powietrzu. Jeśli chodzi o przedstawione założenia trudno, było więc nie zgodzić się z panią profesor. Szczegółowe rozwiązania nie były już tak bezdyskusyjne. W połowie roku wszystkie pięciolatki będą badane w przedszkolach (nie w poradniach) - diagnoza określi w jakim stopniu przygotowane są pod względem fizycznym, emocjonalnym i społecznym do nauki szkolnej. Dzieci, które nie osiągnęły dojrzałości, będą w przedszkolach intensywnie wspomagane. Jeśli do czerwca nie "dogonią" rówieśników, to będą mogły jeszcze przez rok pozostać w przedszkolu, korzystając ze specjalistycznej pomocy.
Wystąpienie akurat na warszawskim Forum Teresy Ogrodzińskiej, prezesa Fundacji Rozwoju Dzieci im. Komeńskiego i animatorki znanego w kraju programu Gdy nie ma przedszkola mogło wielu zaskoczyć. Wiadomo, że sukcesem tej fundacji było utworzenie w biednych wsiach i małych miasteczkach, gdzie nie ma żadnego przedszkola, niewielkich innowacyjnych ośrodków wychowania przedszkolnego. Działają one kilka razy w tygodniu, przy wsparciu lokalnej społeczności i ścisłej współpracy z rodzicami, biorącymi udział w przygotowaniu zajęć. Ale przecież Warszawa, to najbogatsze miasto z doinwestowanymi, wielooddziałowymi przedszkolami publicznymi, których jest ponad 300, ze świetnie przygotowaną kadrą przedszkolną i doradcami metodycznymi, ze wskaźnikiem upowszechnienia edukacji przedszkolnej na europejskim poziomie ponad 90%. Okazuje się jednak, że nie jest tak różowo. Również w stolicy brakuje 2 tysięcy miejsc w przedszkolach i 3 tysięcy miejsc w żłobkach. Powstaje właśnie program "Mali Warszawiacy" ukierunkowany na rozwiązania tego problemu. Pani Ogrodzińska, bierze w nim udział i gotowa jest zaadaptować doświadczenia Fundacji Komeńskiego do warunków warszawskich. Jej recepta na sukces sześciolatków w szkole jest następująca: to elastyczna podstawa programowa, dobre relacje nauczycieli z dziećmi, szkolona, profesjonalna kadra pedagogiczna, partnerska współpraca nauczycieli z rodzicami, programy adaptacyjne ułatwiające dzieciom bezstresowe przechodzenie z przedszkola do szkoły oraz odpowiedni standard organizacyjny.
Dr Krystyna Kamińska z Uniwersytetu Łódzkiego od wielu lat zajmuje się edukacją małego dziecka w systemach oświaty krajów europejskich. Była też uczestnikiem powołanego przez Centralny Ośrodek Doskonalenia Nauczycieli zespołu eksperckiego, który opracował w 2005 r. innowacyjny projekt podstawy programowej edukacji elementarnej (nie wiem, dlaczego ministerstwo pominęło teraz projekt, który wcześniej zamówiło). Jej referat pozwolił zorientować się, że w większości krajów Europy sześciolatki są już w szkole. Nie jest to jednak bezwyjątkową regułą, bo np. w krajach skandynawskich obowiązkiem szkolnym objęte są dopiero siedmiolatki. Niepokoi niski wskaźnik upowszechnienia edukacji przedszkolnej w naszym kraju, bo w wielu krajach Unii Europejskiej przekracza on już 90 proc. (np: 95 proc. Francja, Włochy). Polskie sześciolatki powinny pójść do szkoły, gdyż obserwuje się akcelerację rozwoju małych dzieci i nie można hamować tego procesu. Zdaniem dr Krystyny Kamińskiej problem leży gdzie indziej i polega na tym, że nasza szkoła nie jest przygotowana do przyjęcia sześciolatków pod względem pedagogicznym. Badania wykazują, że oddziały przedszkolne w szkołach (niesłusznie i nieformalnie zwane potocznie zerówkami) szybko upodabniają się do klasy szkolnej. Dzieci młodsze potrzebują dużo ruchu, poznają świat w zabawie, uczą się w kontaktach z rówieśnikami. Jednak szkoła na to nie pozwala. Dla polskiej szkoły najważniejsze są kapcie.
Rozpoczynając debatę Włodzimierz Paszyński zaproponował, aby szukać odpowiedzi na kilka głównych pytań, poczynając od najważniejszego: czy sześciolatki powinny być w szkole? Apelował też, aby przedstawiać racjonalne, a nie emocjonalne argumenty.
W ferworze debaty uczestnicy Forum nie zawsze trzymali się tych reguł. Nie ma tu miejsca na odnotowanie wszystkich głosów w tej ciekawej i szczerej dyskusji. Skupię się więc, tylko na głównych wątkach.
Sposób wprowadzania reformy. Ewolucyjny czy rewolucyjny? Czy w ciągu półtora roku samorządy zdążą przygotować w szkołach miejsca dla sześciolatków, zapewnić odpowiednie warunki i przeszkolić nauczycieli? Z wystąpienia pani minister wynikało, że za szybką zmianą przemawiają względy ekonomiczne. Włodzimierz Zielicz nauczyciel matematyki i fizyki w klasach z maturą międzynarodową w Liceum im. Kopernika w Warszawie (również publicysta oświatowy) był przeciwnego zdania. Nie będzie pieniędzy na przygotowanie w tak krótkim czasie potrzebnej bazy w szkołach dla młodszych dzieci. Zapomina się o tym, że w Polsce nakłady na ucznia są niewspółmiernie niższe niż w krajach Unii. Stan bazy jest zły. Wystarczy przypomnieć, że połowa naszych szkół mieści się w budynkach sprzed wojny.
Karolina Elbanowska z Legionowa, matka czworga dzieci założyła stronę internetową dla rodziców. Razem z mężem rozpoczęła kampanię przeciwko - jak stwierdziła - pośpiesznie wprowadzanej reformie. Zbierają teraz podpisy pod listem do ministerstwa, upominając się o dzieci z roczników 2002 i 2003. Skoro do Euro 2012 przygotowujemy się przez wiele lat, dlaczego zmiany w edukacji wprowadzamy od razu - pytała? Jej zdaniem nie ma dodatkowych sal lekcyjnych i świetlic, sześciolatki maja się uczyć razem z siedmiolatkami, więc będą przepełnione klasy, szkoły są nieprzygotowane, brakuje na ich terenie odpowiednich dla maluchów placów zabaw.
Wojciech Sołdatuk, pracownik wymiaru sprawiedliwości i ojciec pięciolatka, przyznał, że osobiście jest za obniżeniem wieku szkolnego, ale proponował stopniowe wprowadzanie tej zmiany, w kilkuletnim okresie przejściowym.
- Wiecie państwo z czego wynika opór, głównie z tego, że przedszkole w przeciwieństwie do szkoły daje dzieciom i rodzicom bezpieczeństwo emocjonalne - oświadczyła Ewa Humel z Polskiego Stowarzyszenia Rodziców. Dlatego do dobrych przedszkoli ustawia się kolejka oczekujących.
Poparła ją Mirosława Suchocka ze stowarzyszenia Integracja - W warszawskiej szkole, która pracuje na dwie zmiany, mój syn boi się wejść do toalety. Nie wyobrażam sobie w takiej szkole sześciolatków.
Przewodnicząca Komisji Oświaty Rady Warszawy - Małgorzata Żuber-Zielicz oraz Danuta Adamczewska, nauczycielka fizyki postulowały, aby zbadać, dlaczego nie powiodła się poprzednia reforma i wyciągnąć z tego wnioski. Pani profesor mówiła tu wspaniałe rzeczy, ale założenia, znowu mogą zostać wypaczone. Dlatego od początku powinniśmy skupić się na realiach i zadbać o wysoką jakość wprowadzanych rozwiązań.
Krzysztof Skolimowski, zastępca burmistrza dzielnicy Mokotów był zdania, że nie mamy czasu na długofalowe planowanie tej reformy. Nierozwiązane problemy edukacji początkowej, co widać także na Mazowszu, prowadzą do nierówności szans i obniżenia osiągnięć edukacyjnych młodzieży wiejskiej. Rodzi się coraz więcej dzieci i za kilka lat warunki do wprowadzenia tej reformy mogą być jeszcze mniej sprzyjające.
Podobnego zdania była Ewa Masny z Rady Warszawy. Planowana reforma wywołała w kraju ogromne zainteresowanie. Trzeba tylko wesprzeć proces zmian i uspołecznić go. Z obserwacji wynika, że zaangażowanie w oświatę jest w Warszawie mniejsze niż na prowincji. Tam spontanicznie włączają się środowiska lokalne, nawet przysłowiowe koła gospodyń wiejskich. Potrzebna więc jest promocja tej reformy.
Ligia Krajewska, wiceprzewodnicząca Rady Warszawy przypomniała, że wprowadzenie obowiązkowego wychowania przedszkolnego sześciolatków traktowano jako wstęp do obniżenia wieku obowiązku szkolnego. Opór wynika stąd, że społeczeństwo boi się dzisiejszej szkoły. Dlatego trzeba ją zmienić.
Włodzimierz Paszyński deklarował, że jest zwolennikiem obniżenia wieku szkolnego, pod warunkiem, że zdąży się przygotować przemyślaną podstawę programową. Obiecał, że jeśli chodzi o miejsca w szkołach oraz wyposażenie klas i świetlic, Warszawa zapewni sześciolatkom przyzwoite warunki.
Skrócenie okresu nauki. Na tę zmianę zwróciły uwagę Dorota Grupińska przewodnicząca Rady Warszawy oraz Małgorzata Żuber - Zielicz. Skupiamy się na obniżeniu wieku szkolnego, a nie zauważamy, że reforma skraca okres nauczania. Dzisiaj obowiązek nauki obejmuje 13 lat: rok obowiązku przedszkolnego i 12 lat nauki. Po reformie młodzież będzie kończyć naukę w wieku 18 lat, gdyż ministerstwo nie przewiduje zmiany struktury i wprowadzenia np. czteroklasowego liceum. Jednocześnie zostanie skrócona o jeden rok edukacja przedszkolna. Jakie argumenty przemawiają za taką zmianą? Czy propozycję tę poprzedziły jakieś badania? Dlaczego, znając dramatyczną sytuację w wychowaniu przedszkolnym, nie wprowadzamy obowiązku wychowania przedszkolnego dla pięciolatków?
Program nauczania. Nowa podstawa programowa powinna być budowana od dołu, zaczynając od programu przedszkola. Czy po opracowaniu podstaw programowych nie należałoby wrócić do problemu struktury szkolnej - zastanawiał się Włodzimierz Paszyński - czy np. edukacja elementarna nie powinna obejmować klas I - IV.
Anna Florek, dyrektorka niepublicznego przedszkola integracyjnego miała zastrzeżenia do niektórych sformułowań w projekcie nowej podstawy edukacji elementarnej. We fragmencie odnoszącym się do edukacji technicznej jest zapis "dziecko zdaje sobie sprawę z możliwości kradzieży, dlatego pilnuje swoich przedmiotów". W wychowaniu fizycznym - tu wskazała inny przykład - znajdujemy segregacyjny zapis o osobach niepełnosprawnych. Czy nowa podstawa ni powinna być wolna od takich negatywnych tendencji?
Konieczność zmiany wielu przepisów prawnych. - Życzę, aby udało się wprowadzić planowane zmiany. Będzie to jednak wymagało ograniczenia biurokracji oświatowej i uproszczenia prawa - zwrócił się do pani minister Tadeusz Adamiec, dyrektor Instytutu Głuchoniemych, kawaler Orderu Uśmiechu, gospodarz spotkania. Żąda się np. aby Instytut przygotował 7 statutów, których nikt potem nie czyta. A tymczasem brakuje nam wsparcia w codziennej pracy z dziećmi i młodzieżą.
- Jeśli chcemy przyjaznej szkoły dla maluchów, to musimy wybrać najlepszych nauczycieli i szkolić ich - postulował Andrzej Wyrozębski, naczelnik śródmiejskiego wydziału oświaty (do niedawna dyrektor innowacyjnego gimnazjum przy ul. Twardej). Wymaga to jednak uelastycznienia przepisów związanych z kwalifikacjami nauczycieli. O bezsensie tych przepisów niech świadczy fakt, że nauczyciele klas I-III nie będą mieli uprawnień do pracy z sześciolatkami w świetlicy.
- Trzeba zmienić wiele absurdalnych przepisów związanych z awansem zawodowym i kwalifikacjami - zgodził się z przedmówcą Włodzimierz Paszyński.
Zdaniem Ligii Krajewskiej szansę dla wsi i zaniedbanych środowisk stwarza wywalczone przez Fundację Komeńskiego rozporządzenie dopuszczające inne formy wychowania przedszkolnego (zespoły wychowania przedszkolnego i punkty przedszkolne). Równocześnie trzeba jednak zmienić dla tych form obowiązujące przepisy dostosowane do tradycyjnych przedszkoli, np. dotyczące wymagań lokalowych, sanitarnych, straży pożarnej, BHP.
Czy to nie pora, aby przy okazji reformy znieść rejonizację - sugerowała Jolanta Lipszyc. W Warszawie są takie dzielnice, gdzie szkoły są przepełnione i takie, w których nie ma tego problemu.
Zmiana systemu pomocy psychologicznej. W związku z tą reformą, należałoby przydzielić psychologów i logopedów do przedszkoli - postulowała Beata Potocka - Żurawska, dyrektorka przedszkola. Obecnie psycholog jest oddelegowany do przedszkola. Kiedy skupi się na diagnozach, placówka zostanie praktycznie bez pomocy psychologicznej.
Do tej pory diagnozę robiły poradnie, teraz zajmą się tym psychologowie w przedszkolach. Kto udzieli pomocy psychologicznej tym pięciolatkom, które, jak wykaże diagnoza, wymagają wsparcia - pytała Mirosława Suchocka.
Agnieszka Kleszewska, psycholog z poradni powiedziała, że w Warszawie, która ma najlepsze warunki, jeden psycholog przypada na 1100 dzieci, w Polsce na 6 tysięcy. Czy w związku z reformą będzie zwiększona liczba etatów w poradniach?
Ewa Masny uważała, że trzeba zmienić sposób pracy psychologa w przedszkolu i szkole. To musi być osoba, która potrafi pracować bezpośrednio z dziećmi, rodzicami i nauczycielami.
Włodzimierz Paszyński odniósł się sceptycznie do propozycji pozostawiania w przedszkolu tych sześciolatków, które nie osiągnęły dojrzałości szkolnej. Drugoroczność na samym początku kariery edukacyjnej - to budzi wątpliwości.
Dzieci niepełnosprawne. - Tu rozmawiamy cały czas o dzieciach pełnosprawnych - przypomniał Tadeusz Adamiec. Do Instytutu Głuchoniemych trafiają dzieci odrzucone, skazane na niebyt. Propozycję pani profesor, aby pięciolatek był obserwowany i diagnozowany w naturalnych warunkach, tam gdzie przebywa, należałoby rozszerzyć na cały okres dzieciństwa, od urodzenia. I trzeba to połączyć z programami łagodzącymi stres rodziców dzieci z problemami rozwojowymi.
Mirosławę Suchocką zaniepokoiło to, że reforma skróci o rok edukację przedszkolną dzieci niepełnosprawnych.
Nauczyciele. Reforma pociągnie jednak za sobą konieczność zatrudnienie dodatkowych nauczycieli. Zabraknie np. nauczycieli języka angielskiego - obawiała się Jolanta Lipszyc.
Przyjazna, bezpieczna szkoła, do której powinny trafić sześciolatki, będzie wymagała dobrych nauczycieli. Planując tę zmianę - postulowała Ligia Krajewska - trzeba przygotować nauczycieli-trenerów, którzy potrafią pracować z różnymi zespołami nauczycielskimi.
Finanse i baza. Pytano, czy ministerstwo zaplanowało odpowiednie fundusze na przeprowadzenie tej reformy. Bez pomocy rządu biedniejszym gminom zabraknie środków na przygotowanie bazy i nauczycieli. Padła propozycja, aby wykorzystać na ten cel fundusze unijne. - Skoro mamy Rok Przedszkolaka - upomniała się Teresa Ogrodzińska - to może przesunąć te środki na upowszechnianie nowych form edukacji przedszkolnej i na doskonalenie nauczycieli przedszkoli.
Włodzimierz Taboryski, dyrektor niepublicznego liceum im. J. Grotowskiego, zwrócił uwagę, na problemy lokalowe. Wypełniając zadania reformy, oświata gminna będzie teraz potrzebowała taniego, energooszczędnego i mobilnego budownictwa, z modułami, które łatwo dostosować do różnych miejscowych potrzeb.
Pod koniec spotkania, pani minister wyraziła satysfakcję, że mogła uczestniczyć w autentycznej, gorącej dyskusji, która dała pracownikom ministerstwa materiał do przemyśleń. Sugerowała, aby kolejne spotkanie poświęcić programowi nauczania i poprawie jakości pracy szkoły. Odradzała natomiast planowanie kolejnej reformy strukturalnej, bo nie stać nas na nią. Planowana zmiana nie będzie nagła, gdyż na rozmowy z samorządami, najważniejszymi partnerami, ministerstwo ma cały rok. Pani minister zapewniła, że rozumie obawy rodziców. Dlatego każdy rodzic sześciolatka będzie mógł sprawdzić, jakie są lokalne warunki i podjąć decyzję, czy chce posłać dziecko do takiej szkoły, czy nie. Ministerstwo zamierza ograniczyć biurokrację w przedszkolach, szkołach, poradniach. Mniej rygorystyczne przepisy ułatwią zakładanie ośrodków przedszkolnych. Planuje się także zmianę przepisów dotyczących kwalifikacji nauczycieli. Każdy nauczyciel będzie mógł uczyć w świetlicy, te same kwalifikacje będą wymagane od nauczycieli przedszkoli oraz klas I - III. Pani minister wyraziła osobiste przekonanie, że edukacja szkolna powinna jednak kończyć się w wieku 18 lat. A ludzie dorośli lepiej, żeby już byli już na studiach, albo w pracy.
Stali uczestnicy mówili w kuluarach, że Forum miało taki klimat, jak na początku lat dziewięćdziesiątych, kiedy spieraliśmy się o najważniejsze sprawy w oświacie. Że dawno nie było tak ciekawego i dobrze prowadzonego spotkania.
JANUSZ KOSTYNOWICZ
| |
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
| |
|
|
|
|
| |
|
|
|
|