Okładka tego tygodnia     


     
 

Ciąg dalszy>>

Na takich właśnie informacjach nam zależy. Od razu uspokoję Panią, że nie planujemy opatentowania "jedynie słusznego" wzorca dobrej szkoły, chcemy natomiast poznać to zjawisko w jak najszerszej perspektywie. Mamy w Warszawie wiele naprawdę wspaniałych szkół, wiemy, że jest to efekt rzetelnej i często ciężkiej pracy i chcemy poznać drogę, jaką poszczególni dyrektorzy dochodzili do takich efektów.
Nasza szkoła jest placówką należącą do Społecznego Towarzystwa Oświatowego. Pomysł na szkołę nie jest tu zatem pomysłem jednoosobowym, tylko dziełem grupy ludzi, która ten pomysł zgodnie realizuje. Pierwszym założeniem było stworzenie miejsca, które będzie pewną alternatywą w stosunku do oświaty publicznej. Można zatem powiedzieć, że zaczęło się od negacji... Była to jednak negacja pozytywna, staraliśmy się zaproponować coś innego i pokazać, że to się uda. Jeśli chodzi o konkrety, to np. od początku przyjęliśmy założenie, że nasi uczniowie będą oceniani w sposób opisowy - taki sposób oceniania postrzegaliśmy jako ważny, całościowy, zupełnie inaczej traktujący człowieka, poza tym dający rzeczywisty obraz osiągnięć i umiejętności dziecka. Obecnie, od wielu zresztą lat, obowiązują oceny cyfrowe, ale ocena opisowa nadal jest bardzo ważnym elementem towarzyszącym ocenie. To był nasz autorski pomysł i stał się jednym z wyróżników szkoły. Chcieliśmy też stworzyć miejsce, w którym stres, jaki często przeżywa uczeń, będzie zminimalizowany, nie będzie przeradzał się w lęk. Nie jestem w stanie ocenić, czy to się w pełni udało, nie wiem, co odczuwa każde dziecko z osobna, ale myślę, że na pewno tworzymy szkołę, w której bardzo dużo rozmawia się z dziećmi. Ten nacisk na rozmowę jest spowodowany też tym, że staramy się, żeby uczniowie szanowali zasady panujące w szkole, żeby się do nich stosowali - ale muszą je przedtem zrozumieć. Jasno informujemy uczniów, dlaczego pewne zachowania są niewskazane, uważamy, że pewien dystans wynikający z roli, jaką pełnimy jako nauczyciele, jest zdrowy i konieczny. Nie staramy się jednak pogłębiać tego dystansu, nie oczekujemy od uczniów jakiegoś szczególnego traktowania tylko z tego powodu, że jesteśmy nauczycielami. Nasz autorytet staramy się budować właśnie poprzez dobre relacje z uczniami, a atmosfera w szkole jest przyjacielska.
Kolejną ważną sprawą jest to, że nasza szkoła nie jest "stajnią wyścigową". Przyjmujemy nie tylko dzieci wybitnie zdolne i przodujące we wszystkim, ale także dzieci średnie i takie, które są np. nieśmiałe, niepewne siebie. Mamy też uczniów z różnego rodzaju problemami, wymagających indywidualnego podejścia i prowadzenia. Staramy się, aby każdy nasz uczeń miał szansę odnalezienia się w czymś, w czym jest naprawdę dobry, rozpoznał swoje mocniejsze i słabsze strony. To ważna informacja dla nas, nauczycieli, ale też dla samego dziecka. Potem już tylko trzeba rozwijać to, co w każdym dziecku jest najlepsze.
Chciałam właśnie zapytać, w jaki sposób szkoła wspiera i rozwija ten potencjał tkwiący w każdym dziecku?
Mamy bardzo dużo zajęć dodatkowych. Nie są one przypadkowe, są opracowane w taki sposób i w takim celu, żeby każde dziecko, już od pierwszej klasy szkoły podstawowej, mogło spróbować sił w różnych dziedzinach i określić swoje słabe i mocne strony. Przykładowo, mamy Koło Logicznego Myślenia, do którego mogą uczęszczać uczniowie już od pierwszej klasy szkoły podstawowej, albo Koło Przyrodnicze. Na tym wcześniejszym etapie to po prostu doskonała zabawa - w matematykę albo w przyrodę. Od czwartej klasy koła te przekształcają się w fakultety, przeznaczone już dla wybranej grupy, która naprawdę interesuje się tą dziedziną wiedzy i chce ją pogłębiać. Jest to wtedy prawie indywidualna praca pod kierunkiem mistrza-nauczyciela, w trakcie której dzieci daleko wykraczają poza podstawy programowe. Kładziemy duży nacisk na to, żeby każde dziecko mogło w szkole coś wybrać i w czymś poczuć się dobre. Oprócz zajęć dodatkowych mamy też różne imprezy, np. pikniki. Dzień talentów, prezentacje projektów, podczas których uczniowie prezentują swoje talenty, zainteresowania, uzdolnienia. Naprawdę jest wtedy co podziwiać.
Użyła Pani określenia "mistrz nauczyciel". Czy kimś takim właśnie jest nauczyciel w Pani szkole? Pod jakim kątem dobiera Pani kadrę?
Rekrutacja nauczycieli to bardzo ważny proces. Obecnie grono mamy już skompletowane, doborowe, jedyne zmiany w nim wynikają raczej z jakichś przypadków losowych. Pracują tu zarówno osoby bardzo młode, jak i nauczyciele z wieloletnim stażem. Rekrutacja jest dość długim procesem, zaczyna się od spotkań, podczas których rozmawiamy o sprawach ściśle merytorycznych, potem kandydaci są proszeni o poprowadzenie w dowolnej klasie, na dowolny temat, lekcji pokazowej. Już na tym etapie zdarza się, że niektóre osoby rezygnują, nie chcą poprowadzić takiej lekcji, pokazać swoich umiejętności. Osoby, które zdecydują się poprowadzić taką lekcję, są potem jeszcze zaproszone na dodatkową rozmowę, podczas której zostaje im zadane najtrudniejsze pytanie... Być może nie powinnam go zdradzać, ale proszę spróbować zgadnąć...
Spróbuję. Czy jest to pytanie, czego tak naprawdę oczekują - od tej pracy i od siebie w tej pracy, co tak naprawdę chcą zrobić, zdziałać?
To też jest trudne pytanie. Jednak tym najtrudniejszym jest pytanie o... zainteresowania. Własne, osobiste zainteresowania. Zakładam bowiem, że każdy nauczyciel, każda osoba pracująca z dziećmi powinna umieć określić się w jakiś sposób. Mieć swój świat, swoje zainteresowania, jakąś odskocznię. To bardzo pomaga w pracy i pomaga w przekonaniu dzieci, żeby i one poszukiwały własnej pasji, własnej ścieżki w życiu. Można zatem powiedzieć, że naszych nauczycieli łączy jeden wspólny mianownik - wszyscy są pasjonatami. Mówię to z pełną odpowiedzialnością, bo niezależnie od zróżnicowania wszelakiego, ci ludzie idą w życiu swoją ścieżką, którą wybrali, którą konsekwentnie realizują. Myślę, że ogromnym sukcesem jest to, że nie dostrzegam czegoś takiego jak rutyna. W każdym roku pojawia się coś nowego, nowe projekty, nowe pomysły, nowe inicjatywy. Naszą wspólną cechą jako zespołu jest to, że chcemy być tutaj, bo coś chcemy razem w tym zespole zrobić. To ważne, bo szkoła jest bardzo szczególnym miejscem. Cały zespół musi nadawać pewien zgodny rytm temu, co się dzieje w szkole, choć oczywiście każda osoba ma prawo i powinna móc zaznaczyć swoją indywidualność. Kładę duży nacisk na to, żeby nauczyciele mieli bardzo dużo swobody, samodzielności, żeby mieli poczucie, że nie są kontrolowani czy pilnowani. Nie ma u nas np. hospitacji z zaskoczenia, wizyty na zajęciach są zapowiedziane, żeby nauczyciel mógł się przygotować, żeby nie był wytrącony z rytmu niespodziewaną wizytą dyrektora. Uważam, że to bardzo ważne. Jeśli chcemy wychowywać, z premedytacją używam tu wielkiego słowa (choć uważam, że my jako szkoła tylko możemy wspomagać rodziców w wychowywaniu dzieci), jeśli staramy się podejść do ucznia w sposób podmiotowy, to i nie inaczej muszą być traktowani nauczyciele, bo w przeciwnym razie nie będą mogli przenieść pozytywnych zachowań na dziecko. Myślę zatem, że takie zaufanie, nacisk na samodzielność nauczycieli, wiara w ich kompetencje, przekłada się na to, że atmosfera w szkole jest bardzo dobra. Widzę, że ludzie, którzy tu pracują, naprawdę chcą tu być i wspólnie tworzyć szkołę. Uważam, że to duży sukces.
W jaki sposób tę atmosferę współtworzą uczniowie i w jakim stopniu współtworzą szkołę?
Jeśli chodzi o współtworzenie szkoły, to przyznam, że często słyszę pytania, czy w szkole głos powinni mieć rodzice i uczniowie? Uważam, że nauczyciele, rodzice i uczniowie powinni mieć pewien wpływ na rzeczywistość szkolną, ale musi to być wyważone, muszą być odpowiednie proporcje. Uważam, że uczeń ma prawo do wyrażenia swojej opinii. Ma prawo pytać się o rożne rzeczy, ma prawo ich nie rozumieć, ma prawo wyrazić wątpliwość, niezadowolenie lub niezgodę - a naszym zadaniem jest wyjaśnienie sprawy. Podobnie jest z rodzicami. Jeśli jest jakiś problem, należy usiąść i porozmawiać. Czasem się udaje wyjaśnić sprawę, a czasem każda strona pozostaje przy swoim zdaniu. Jesteśmy otwarci na dialog. Z moich doświadczeń wynika, ze bez rozmowy, bez próby zrozumienia stanowiska drugiej osoby, nie jest możliwe porozumienie. Nasi uczniowie nie mają problemu z sygnalizowaniem swoich potrzeb, wypowiadaniem własnego zdania. Jeden z dyrektorów prestiżowego niepublicznego liceum warszawskiego powiedział mi kiedyś, że jeśli pierwszego dnia w jego szkole znajdzie się grupa dzieci, które śmiało podnoszą rękę i pytają o różne rzeczy, czasem też te "trudne i dziwne", to prawie zawsze są to "dzieci z szesnastki". I myślę, że o to właśnie chodzi, żeby uczniowie byli ciekawi, krytyczni, nie bali się, wiedzieli, do czego mają prawo. Oczywiście, uświadamiamy też, czego nie należy robić. Nie mówimy u nas jednak o karach, tylko o konsekwencjach. Uczeń może zrobić rzecz, o której wie, że jest w szkole zakazana, ale musi liczyć się z tym, że poniesie konsekwencje takiego czynu. Wszystko jest opisane i wiadome, jasno określone - zasady, normy panujące w szkole, konsekwencje ich przekraczania - i uczeń przychodząc tu wie, do jakich norm powinien się stosować.
Wspomniała Pani, że jednym z założeń szkoły jest to, ze nie jest ona "stajnią wyścigową". To piękne założenie, ale też jego realizacja wymaga większego nakładu pracy.
Jeśli czegoś się obawialiśmy tworząc takie założenie, to tego, że szkoła niepubliczna, która nie miałaby dobrego wyniku na egzaminie zewnętrznym, jest praktycznie skazana na zagładę. My jednak osiągamy bardzo dobre wyniki. Nawet te dzieci, które na początku mają spore problemy z nauką, na koniec uzyskują maksymalnie dobry wynik, jaki tylko mogą uzyskać. Średnia naszych szkół na egzaminach zewnętrznych jest naprawdę wysoka, jesteśmy wśród kilkunastu najlepszych szkół w Warszawie. To ogromny sukces, bo oznacza, że ta koncepcja szkoły została pozytywnie, empirycznie zweryfikowana, że taki model jest możliwy do zrealizowania, oczywiście przy spełnieniu pewnych warunków, takich jak zajęcia dodatkowe, wspomagające, jak grupa specjalistów, takich jak pedagog, reedukator, logopeda. Przyjmując dziecko z problemami przyjmujemy na siebie odpowiedzialność i obowiązek wspomagania go. Jeśli nie możemy pomóc w szkole, wiemy, kto może pomóc dziecku, czy całej rodzinie, bo u nas się mówi, że do szkoły przyjmujemy nie tylko dziecko, ale rodzinę właśnie.
To ciekawa koncepcja, proszę ją rozwinąć...
Oczekujemy od rodziców, że będą współuczestniczyli w edukacji i wychowaniu w szkole swojego dziecka, że jeśli zaistnieje jakiś problem, to będziemy rozwiązywać go wspólnie, jeśli będzie dzień otwarty, to rodzice będą obecni, będą rozmawiali z nauczycielami. Organizujemy ogromną ilość imprez, wydarzeń, zapraszamy na nie rodziców i chcemy, by je współorganizowali, brali udział w różnych aktywnościach. Naszym zdaniem, dla dobra dziecka, nie powinno być rozdziału między szkołą a domem. Oczywiście, mogą być różnice zdań, poglądów, koncepcji, ale dziecko powinno widzieć, że między szkołą a rodzicami istnieje dialog, spotkanie i pewien obszar wspólny. To ma na dziecko naprawdę pozytywny wpływ. Dlatego zawsze rozmawiamy z rodzicami i już na samym początku informujemy ich, że my do szkoły przyjmujemy całą rodzinę i kładziemy duży nacisk na współpracę.
Jaka jest reakcja rodziców, gdy dowiadują się, że "będą chodzić do szkoły"? Czy częstszą reakcją jest niepokój i zaskoczenie, czy może entuzjazm i radość?
Przyznam, że reakcje są różne. Należy jednak pamiętać o jednej rzeczy, gdy rozmawiamy o uczestnictwie rodziców w życiu szkoły. Sytuacja w Polsce bardzo się zmieniła na przestrzeni ostatnich lat. W czasach, gdy szkoła powstawała, w 1989 roku, rzeczywiście tworzyliśmy ją razem - dosłownie - na ogromnej fali entuzjazmu i zmian. Razem malowaliśmy ławki, klasy, współpracowaliśmy w każdym obszarze. Dziś jednak rodzice mają mniej czasu, najczęściej współpracujemy "wykorzystując" ich wiedzę zawodową, a poza tym szkoła też się "sprofesjonalizowała". Zatem do takich prac już rodziców nie angażujemy. Mówimy im jednak jasno, że jest to niezwykle ważne, żeby uczestniczyli we wszystkim, co się dzieje w szkole, w edukacji dziecka, wyjaśniamy, że od tego często uzależniony jest sukces ich dziecka. Trafia do nas ogromna liczba rodziców, którzy właśnie takiej szkoły szukali, którzy chcą mieć wpływ na edukację swoich dzieci. Oczywiście, współpraca z rodzicami to bardzo trudny wątek. Jeśli jednak obie strony przyjmą założenie, że dla dobra dziecka muszą i chcą współpracować, na pewno jest to już pierwszy, ważny krok do udanej współpracy. Myślę, że nie można mówić o dobrze edukującej i wychowującej szkole, jeśli ona nie podejmie współpracy z rodzicami i nie wypracuje własnego modelu komunikowania się z nimi.
Dziękuję za rozmowę.



 
         
         
System powiadamiania o nowościach w serwisie            
Zapisz się. Wypisz się